Na pierwszy rzut oka smycz flexi wydaje się być świetnym wynalazkiem. Możemy pozwolić naszemu psu na więcej swobody, a jednocześnie mamy kontrolę nad jego zachowaniem. W teorii brzmi to idealnie. Ale jeśli spojrzymy głębiej, odkryjemy, że smycz flexi to pułapka, która może być niebezpieczna, niewygodna i po prostu… irytująca. Przekonajmy się, dlaczego warto zastanowić się, zanim zdecydujemy się na zakup tego “genialnego” rozwiązania.
Zgubiona kontrola nad psem
Wielu właścicieli psów uważa smycz flexi za idealne rozwiązanie do spacerów. Pies ma większą swobodę, a my mamy pełną kontrolę nad sytuacją. Jednak w rzeczywistości to kontrola znika szybciej niż pies w pogoni za wiewiórką. Kiedy ta magiczna taśma sięgnie końca, pies wciąż może poczuć się zupełnie wolny, a my z trudem próbujemy go ściągnąć z powrotem.
Flexi to takie rozwiązanie, które „obiecujesz” psu więcej przestrzeni, ale tak naprawdę jest to iluzja. Nawet jeśli masz go na smyczy, pies ma mnóstwo miejsca do wyboru i może podejmować decyzje, które zmieniają kierunek spaceru. Chyba nie tego oczekujesz od spaceru z pupilem. Czasem można się naprawdę zdziwić, gdy zwierzak wybiera sobie drogę, o której nie mieliśmy pojęcia!
Warto także pamiętać o tym, że smycz flexi może powodować, że pies staje się mniej posłuszny. Kiedy nie jesteśmy w stanie dać mu konkretnej komendy i ograniczyć jego ruchów w odpowiednim momencie, może to prowadzić do chaosu na spacerach. Dlatego lepiej pozostać przy tradycyjnej smyczy, która nie pozwala na zbyt wiele swobody i daje nam pełną kontrolę nad sytuacją.
Ryzyko kontuzji – nie tylko dla psa!
Kiedy nasz pies za szybko biegnie, nagle się zatrzyma lub naciągnie smycz, mogą się zdarzyć sytuacje, które grożą kontuzjami. A co z nami? Tak, o nas też trzeba pomyśleć! Naciągnięta taśma z flexi to prawdziwa pułapka, która może wyrządzić poważne szkody. Zdarzyło się już niejednemu właścicielowi, że smycz flexi wymknęła się z rąk, a pies wpadł w niekontrolowany pęd. Dla nas oznacza to bolesny szarpnięcie i ewentualnie wypadek, którego nie chcemy sobie wyobrażać.
Oczywiście, możemy twierdzić, że jesteśmy w stanie zapanować nad sytuacją, ale prawda jest taka, że taśma w smyczy flexi jest bardzo mocna, a pies potrafi momentalnie wykorzystać całą jej długość, wyrywając ją z rąk właściciela. Wtedy stajemy się ofiarami siły natury i zdezorientowanego czworonoga. A jeśli smycz nie pęknie, to może przydarzyć się coś gorszego, jak np. zsunięcie ręki, a smycz przetnie nas jak brzytwa. Nie ma co ukrywać, to naprawdę niebezpieczne.
Kontuzje mogą przytrafić się także samemu psu. Gdy na smyczy flexi pies nagle przyspieszy, a potem zostanie zatrzymany przez mechanizm, może dojść do naciągnięcia mięśni, a nawet uszkodzenia stawów. Więc pomimo wygody, jaką oferuje ten wynalazek, nie jest to dobra opcja, jeśli zależy nam na zdrowiu czworonoga.
Smak… wolności? A może więzienie?
Smycz flexi może z pozoru wydawać się świetnym pomysłem, bo pies może poczuć się, jakby biegał na wolności. Ale ta wolność to tylko iluzja! Co chwilę, gdy pies zbliży się za bardzo do nieznajomego psa, zaczyna go ciągnąć za smycz, a my zaczynamy się potykać o własne nogi. Pies rozumie to jako zaproszenie do wielkiej zabawy w “kto pierwszy znajdzie dziurę w płocie?”
W rezultacie nasz czworonóg, zamiast spokojnie spacerować obok nas, staje się coraz bardziej niezależny i zaczyna traktować smycz jak ograniczenie do ucieczki. Czy na pewno chcemy, by nasz pies czuł się w ten sposób? Może lepiej, żeby miał bardziej klarowne zasady i wiedział, gdzie kończy się jego „wolność”?
Flexi nie sprzyja także kontaktom z innymi zwierzętami. Czworonogi, które na co dzień mają szansę poczuć się bardziej swobodnie, mogą zacząć dominować na spacerach, a ich zachowanie staje się coraz trudniejsze do kontrolowania. Miejsca publiczne, parki czy deptaki stają się polem bitwy, w którym nie tylko psy, ale także ich właściciele walczą o to, kto kogo przejdzie na smyczy.
Tylko dla wytrwałych – niekomfortowa w użytkowaniu
Jeśli myślisz, że smycz flexi to sama przyjemność, bo jej użycie jest wygodne, to… lepiej usiądź. Okazuje się, że te „nowoczesne” smycze to raczej wyjątkowo niewygodna forma spaceru. Po pierwsze, trzymanie rączki przez długi czas może doprowadzić do bólu nadgarstka. A co, jeśli taśma utknie w mechanizmie? Wtedy to nie my decydujemy, czy mamy ochotę kontynuować spacer, tylko mechanizm, który decyduje za nas.
Poza tym smycz flexi jest dość duża i niezbyt poręczna, co sprawia, że nie wszędzie da się ją wygodnie zabrać. Można zapomnieć o jakiejkolwiek wygodzie, zwłaszcza gdy trzeba ją schować do torby. I nie zapomnijmy o wszelkich zmartwieniach związanych z zaplątaniem się w taśmę. Każdy, kto miał do czynienia z takim wynalazkiem, wie, o czym mówię!
Na koniec warto dodać, że smycz flexi nie jest ani tania, ani łatwa w konserwacji. Jeśli chcesz, żeby taśma działała jak powinna, musisz regularnie ją smarować, a w przypadku awarii naprawić – co niestety często bywa problematyczne. Po co więc komplikować sobie życie, gdy można postawić na prostsze rozwiązania?

